eOstroleka.pl
Ostrołęka, UJAWNIAMY

Sąd: Kierowca autobusu pozostawił starszego mężczyznę na pastwę losu

REKLAMA
fot. UM w Ostrołęcefot. UM w Ostrołęce
REKLAMA

Sprawa dyscyplinarnie zwolnionego cztery lata temu kierowcy autobusu z Ostrołęki przeszła przez dwie instancje i trafiła aż do Sądu Najwyższego. Kierowca musiał jednak przełknąć gorzką pigułkę - sądy wskazały na jego naganne zachowanie, a uzasadnienie było wręcz miażdżące.

Kierowca autobusu, o którym mowa, pracował w zawodzie od 1988 roku. W lipcu 2020 roku wykonywał obsługę linii nr 1 w Ostrołęce. Początek kursu miał miejsce w rejonie ulicy Sienkiewicza, na pętli przy starym szpitalu. Około godziny 14.00 kierowca wyruszył z pętli. Zanim dojechał do przystanku, miał widzieć, jak starszy mężczyzna z trudnością przechodzi przez jezdnię w niedozwolonym miejscu. Kierowca zatrzymał się nawet, by przepuścić mężczyznę, który szedł bardzo wolno, szurając nogami po ziemi.

Wtedy senior podszedł do przednich drzwi autobusu i zapukał, lecz wówczas nie było możliwości wejścia przednimi drzwiami z uwagi na epidemię koronawirusa. Dlatego kierowca miał pokazać przechodniowi by się odsunął, a gdy ten nieznacznie to zrobił - wjechał na zatoczkę autobusową. Dalsze zdarzenia ustalił sąd:

Z nagrania nr 4 z kamer autobusowych widać, że straszy mężczyzna chciał wsiąść do autobusu, a kiedy ten zaczął odjeżdżać, opierając się o jego tył, kierował się w stronę ostatnich drzwi wejściowych. Kierowca ruszył jednak energicznie autobusem, co spowodowało, iż starszy człowiek stracił równowagę i upadł w miejscu zatoczki autobusowej. Kierowca autobusu odjechał z miejsca zdarzenia, bez udzielenia starszemu mężczyźnie pomocy. Starszemu człowiekowi, pomógł wstać kierowca taksówki, który obserwował zdarzenie z postoju taksówek. Odwiózł poszkodowanego do domu.

Starszy mężczyzna był emerytowanym nauczycielem. Tego dnia zostawił żonę w ośrodku opiekuńczym mieszczącym się w starym szpitalu. Sam był świeżo po udarze. Feralnego dnia nie zdążył zjeść śniadania i wziąć leków, więc źle się czuł, stąd jego kiepska kondycja. W wyniku zdarzenia, doznał otarć, ale mogło to skończyć się dla niego dużo gorzej. Zgłosił się do spółki, nie miał żadnych innych oczekiwań, oprócz przeprosin.

Dyscyplinarka z finałem w sądzie

Spółka MZK postanowiła wyjaśnić sprawę. Tydzień po zdarzeniu kierowcę wezwano i pokazano mu nagranie. Ten twierdził, że starszego mężczyzny nie widział. Po kilkunastu kolejnych dniach zapadła decyzja o rozwiązaniu z nim umowy o pracę bez wypowiedzenia wobec "ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych".

Kierowca nie zgodził się z dyscyplinarką i wniósł pozew do sądu, żądając przywrócenia go do pracy na poprzednich warunkach pracy i płacy, a także zasądzenia od pozwanej na jego rzecz wynagrodzenia za cały okres pozostawania bez pracy, argumentując, że w dniu rozwiązania umowy o pracę był osobą szczególnie chronioną, ponieważ miał 58 lat i wywodził prawo do wcześniejszej emerytury w wieku lat 60, z uwagi na szczególne warunki pracy - kierowca autobusu, przewożącego powyżej 15 osób. Spółka MZK wniosła o oddalenie powództwa w całości.

Sąd Rejonowy w Ostrołęce, przeprowadzając rozważania dotyczące naruszania obowiązków pracowniczych, wskazał, że aby rozwiązać umowę z winy pracownika, musi nastąpić naruszenie podstawowych obowiązków, spowodowane przez pracownika świadomie, w sposób przez niego zawiniony oraz stwarzać zagrożenie dla interesów pracodawcy.

Przy ocenie ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych należy brać pod uwagę zarówno stopień natężenia złej woli pracownika, jak i rozmiar szkody, jaką może pociągać za sobą naruszanie obowiązków pracowniczych. Natomiast ocena, czy dane naruszenie obowiązku jest ciężkie, zależy od okoliczności każdego indywidualnego przypadku.

Sąd uznał, że zachowanie kierowcy "stanowiło naruszenie podstawowych obowiązków pracowniczych i było to zachowanie zawinione, mające charakter ciężkiego naruszenia". W toku postępowania ustalono, że kierowca stworzył realne zagrożenie dla życia i zdrowia potencjalnego pasażera. Kluczowymi dowodami w sprawie były nagrania z monitoringu autobusu. W uzasadnieniu padły mocne sowa - rażące niedbalstwo, nacechowane zniecierpliwieniem.

W uzasadnieniu wyroku wskazano, że kierowca autobusu powinien wiedzieć, że manewry, jakie wykonywał, stwarzały niebezpieczeństwo dla starszego mężczyzny. Wskazał też, jak powinien zachować się kierujący: - Wiedząc, iż starszy mężczyzna, chce wsiąść do autobusu, co zresztą ten ewidentnie mu wcześniej okazał przy pierwszych drzwiach, powinien odczekać chwilę, umożliwić mu wejście do autobusu środkowymi drzwiami i dopiero ruszyć autobusem.

W ocenie sądu, bezpieczeństwo pasażera powinno być w tym momencie priorytetem, nawet kosztem opóźnienia w rozkładzie jazdy. - Nie stało absolutnie nic na przeszkodzie, aby powód pozwolił starszemu mężczyźnie wsiąść do autobusu, nawet gdy pojazd wjechał tylko częściowo na zatoczkę dla autobusów.

Sąd uznał, że kierowca nie tylko wykonał niebezpieczne manewry autobusem, w bardzo bliskiej odległości od potencjalnego pasażera, ale także uniemożliwił starszemu mężczyźnie spokojne wejście do autobusu. Zeznania - tu cytat: "w chwili włączania się do ruchu nie miałem zupełnie świadomości, gdzie znajduje się ten człowiek" - sąd pierwszej instancji uznał za szokujące i podkreślił, że kierowca, skoro nie był pewien sytuacji wokół autobusu, nie powinien w ogóle podejmować dalszej jazdy.

Zachowanie szczególnej ostrożności w takiej sytuacji, Sąd Rejonowy uznał za podstawowy obowiązek każdego kierowcy, nie tylko prowadzącego autobus. W sprawie stwierdzono bezspornie, że zachowanie kierowcy "było naganne nie tylko ze względu na naruszone zasady bezpieczeństwa, ale stanowiło także pogwałcenie zasad współżycia społecznego". - Zdaniem Sądu, jeśli powód nie widział w lusterkach nieporadnego pasażera, to winien wykazać się czujnością, sprawdzić sytuację, a nie nonszalancko odjechać.

Mało tego, sąd przeprowadził też rozważania na temat tzw. "martwego pola", czyli obszaru, którego nie można dostrzec w lusterkach z fotela kierowcy. Uznał jednak, że występuje ono tylko w przypadku, gdy lusterka zostaną niewłaściwie ustawione. I w ocenie sądu, jeżeli kierowca nie widział pasażera w tym przypadku, to znaczy, że miał nieprawidłowo ustawione lusterka, co także było naruszeniem podstawowych obowiązków pracownika.

- Przy prawidłowym ustawieniu lusterek i obserwacji przez powoda otoczenia autobusu, miałby on możliwość dostrzeżenia starszego mężczyzny, który chciał wsiąść do pojazdu. Naruszenie tych obowiązków, doprowadziło w konsekwencji do niespodziewanego upadku starszego mężczyzny, a następnie do zostawienia go w zatoce autobusowej - wskazano w uzasadnieniu.

Sąd Rejonowy konkludował, że dyscyplinarne rozwiązanie umowy o pracę z kierowcą nastąpiło wyłącznie z uwagi na jego działanie. - Powodowi, wbrew jego twierdzeniom, można przypisać co najmniej umyślność, czy rażące niedbalstwo, kiedy poszkodowany w tym wypadku przewrócił się w zatoce autobusowej, opierając się o odjeżdżający autobus.

Mało tego, sąd zwrócił też uwagę na to, że poszkodowany mógł wystąpić do MZK z roszczeniem o odszkodowanie i zadośćuczynienie, co mogło też powodować negatywne konsekwencje wizerunkowe. Powództwo kierowcy zostało oddalone w całości.

Nieskuteczna apelacja

Ten jednak odwołał się do Sądu Okręgowego, twierdząc m.in., że sąd dokonał "wybiórczej oceny dowodów". Zdaniem kierującego, Sąd I instancji wadliwie oparł swe ustalenia jedynie na zapisie z kamer, w sytuacji, gdy widok z kamery nie pokrywa się z widokiem, który kierowca ma w lusterku.

Sąd Okręgowy uznał jednak, że dowody były przeprowadzone prawidłowo przez Sąd Rejonowy. Uzasadnienie po apelacji również okazało się druzgocące dla kierowcy:

zapis z kamer jasno ukazuje, że wsiadło do autobusu jedynie 3 pasażerów. Powód niewątpliwie widok ten miał w lusterkach. Trudno zatem przeoczyć brak starszego mężczyzny, który utrudniał powodowi zajechanie na zatokę i domagał się wpuszczenia przednimi drzwiami. Natomiast na kamerze 2 wyraźnie widać, że gdy powód włączał się do ruchu – spojrzał raz w lewe lusterko. Natomiast potem zerka cały czas w lusterko prawe. Nie ma innego logicznego wytłumaczenia jak tylko to – że sprawdzał, co stało się z pasażerem, którego świadomie pozostawił.

W apelacji sąd odniósł się też do kwestii martwego pola, dopuścił nawet jeden z dowodów w tej sprawie, ale finalnie stwierdził, że dowód nic nowego nie wniósł do sprawy, bo zdarzenie "rozegrało się niewątpliwie w polu widzenia powoda".

Decyzja: - Sąd Okręgowy uznał, że zachodziły podstawy do rozwiązania umowy o pracę na podstawie art. 52 § 1 pkt 1 k.p. i dlatego apelację oddalił.

Klęska w Sądzie Najwyższym

Wyrok był już prawomocny, lecz kierowca nie zamierzał odpuszczać. Do Sądu Najwyższego złożył skargę kasacyjną. Jednak i tu nic nie wskórał. Sędzia Józef Iwulski odmówił przyjęcia skargi kasacyjnej do rozpoznania.

- Skarga kasacyjna nie kwalifikowała się do przyjęcia w celu jej merytorycznego rozpoznania - wskazał w uzasadnieniu. Sąd Najwyższy uznał, że twierdzenia kierowcy "stanowią jedynie próbę podważenia prawidłowych ustaleń dowodowych oraz oceny dowodów dokonanej przez Sądy w tej sprawie".

SN stwierdził też:

Skarga kasacyjna jest nadzwyczajnym środkiem zaskarżenia. Nie przysługuje od każdego orzeczenia sądu drugiej instancji, które nie satysfakcjonuje strony skarżącej. Wnosi się ją do Sądu Najwyższego od prawomocnego wyroku poza tokiem instancji. Jej przyjęcie do merytorycznego rozpoznania musi być uzasadnione istotnym interesem publicznym, w szczególności potrzebą dokonania wykładni przepisów, które jeszcze nie doczekały się sądowej interpretacji albo wywołują wątpliwości interpretacyjne, rozstrzygnięciem istotnych zagadnień prawnych, zwłaszcza o charakterze precedensowym, dotychczas nierozważanych przez Sąd Najwyższy, wreszcie wyeliminowaniem orzeczeń oczywiście i rażąco wadliwych

1 grudnia 2022 r., po trzyinstancyjnej batalii, sprawę definytywnie zakończono. Jest ona niewątpliwie nauczką dla kierowców, nie tylko autobusów. Niecierpliwość za kierownicą jest złym doradcą. A o bezpieczeństwie zawsze warto pamiętać.

REKLAMA

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
Komentarze po 7 dniach są czyszczone.
Kalendarz imprez
kwiecień 2025
PnWtŚrCzPtSoNd
 31 dk1 dk2 dk3 dk4 dk5 dk6
dk7 dk8 dk9 dk10 dk11 dk12 dk13
dk14 dk15 dk16 dk17 dk18 dk19 dk20
dk21 dk22 dk23 dk24 dk25 dk26 dk27
dk28 dk29 dk30  1  2  3  4
×