Trwająca ponad trzy lata walka z nowotworem jelita grubego, który zdążył dać przerzuty do wątroby i węzłów chłonnych – to codzienność 44-letniej Iwony z Olszewa-Borek. Kobieta, która jeszcze niedawno planowała rozwijać swoją karierę jako architektka wnętrz, dziś porusza się na wózku inwalidzkim i walczy o każdy dzień życia.
Diagnoza, która zmieniła wszystko
W grudniu 2021 roku Iwona usłyszała diagnozę, która odwróciła jej życie o 180 stopni. „Nie spodziewałam się, że w tak młodym wieku będę musiała zmierzyć się z bardzo trudnym, bolesnym i śmiertelnym przeciwnikiem" – wspomina.
Od tamtej pory jej życie to niekończący się cykl operacji, chemioterapii, radioterapii i konsultacji lekarskich. Mimo to, kobieta znalazła w sobie siłę, by wspierać syna w przygotowaniach do matury i w dostaniu się na dzienne studia na Politechnice Warszawskiej. Jej młodszy syn, uczęszczający do liceum, marzy o studiach na AWF-ie.
Dramatyczny rozwój choroby
Choroba nie daje za wygraną. Pierwsza linia leczenia przestała działać po niespełna roku, druga po ponad roku. Trzecia, mimo dodatkowo opłacanego leku za ponad sześć tysięcy złotych miesięcznie, również szybko przestała być skuteczna.
„Przerzut doprowadził do złamania kręgosłupa. Straciłam władzę w prawej nodze i ręce" – przyznaje Iwona. Dziś porusza się na wózku inwalidzkim i nosi gorset ortopedyczny. Silne bóle kręgosłupa i bioder nie ustępują nawet po lekach przeciwbólowych.
Ostatnia szansa
Aktualnie Iwona przechodzi ostatnią ratunkową linię leczenia systemowego dostępnego w Polsce. Jeśli i ta przestanie działać, jedyną nadzieją pozostanie kosztowne leczenie zagraniczne.
„Jestem już po pierwszych konsultacjach z fundacją, która zajmuje się wyszukiwaniem i organizacją leczenia na całym świecie" – mówi kobieta. Wstępne szacunki mówią o kwocie około dwustu tysięcy złotych potrzebnych na konsultacje, badania i samo leczenie.
Apel o pomoc
Po ponad trzech latach bez pracy i wyczerpaniu wszystkich oszczędności na leczenie i dojazdy do specjalistów, Iwona zmuszona jest prosić o wsparcie finansowe. „Nigdy nie myślałam, że znajdę się w sytuacji, w której będę prosić o pomoc finansową" – przyznaje.
„Mam dopiero 44 lata, to nie czas na umieranie" – podkreśla kobieta, która chce nadal wspierać swoich synów i wrócić do pracy zawodowej. Niestety, jej stan zdrowia nie pozwala jej nawet na drobne prace.
Kobieta apeluje do ludzi dobrej woli o wsparcie w jej walce z chorobą, która może być jej ostatnią szansą na dłuższe życie. Na onkozbiorka.pl można wspomóc jej leczenie: